Wtorek, 11 sierpnia 2026
Imieniny: Zuzanna, Klara, Ligia

Ukraiński deputowany chce ukraińskich nazw polskich miast. Eksperci: to nie antypolska inicjatywa

Reklamuj sie w tym artykule

Ukraiński polityk Ihor Huź, deputowany Rady Najwyższej, wywołał burzę w polskiej przestrzeni publicznej, proponując przywrócenie oficjalnego używania ukraińskich nazw zagranicznych miast, w tym Rzeszowa, Chełma i Przemyśla. Inicjatywę poparło 17 deputowanych, a w Polsce spotkała się z ostrą reakcją części polityków. Eksperci od stosunków polsko-ukraińskich studzą jednak emocje, wskazując, że to wewnętrzna sprawa języka ukraińskiego, a podobne praktyki są w Polsce codziennością.

O co chodzi w inicjatywie Ihora Huzia?

Ihor Huź, członek parlamentarnej grupy „Za Przyszłość”, na początku sierpnia zwrócił się do ukraińskich władz i instytucji z apelem o przywrócenie w dokumentach państwowych i na mapach tradycyjnych ukraińskich odpowiedników nazw zagranicznych miast. Jak podkreślił, nie chodzi o zmianę nazw obowiązujących w innych państwach, lecz o używanie w języku ukraińskim form zakorzenionych w rodzimej tradycji, takich jak „Żeszuw” (Rzeszów), „Chołm” (Chełm) czy „Peremyszl” (Przemyśl).

Zasady te reguluje „Ukraińskij prawopis” – zbiór standardów języka państwowego Ukrainy zatwierdzony w marcu tego roku. Zgodnie z nim nazwy geograficzne innych państw zapisuje się przez transkrypcję praktyczną, czyli oddanie brzmienia obcych słów za pomocą liter alfabetu ukraińskiego. Stąd właśnie proponowane formy, które dla polskiego ucha brzmią obco, ale dla Ukraińców są naturalne.

Polscy politycy reagują, eksperci studzą emocje

W ubiegłym tygodniu polityk Konfederacji Paweł Usiądek napisał na platformie X: „Banderowiec z ukraińskiego parlamentu chce zmieniać nazwy polskich miast. Kolejna odsłona ukraińskiego imperializmu”. W kolejnym wpisie zarzucił Huziowi zasiadanie w parlamentarnym zespole do spraw „odzyskania ukraińskich ziem etnicznych”. Te słowa odbiły się szerokim echem w polskich mediach społecznościowych.

Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że w Radzie Najwyższej Ukrainy nie funkcjonuje żaden stały komitet ani komisja zajmująca się roszczeniami terytorialnymi wobec innych państw. Działa natomiast międzyfrakcyjne zrzeszenie deputowanych „Kubań”, utworzone w październiku 2019 r. z inicjatywy posła Ołeksija Honczarenki. Jego celem jest opracowywanie polityki dotyczącej „powrotu do ukraińskiej przestrzeni kulturowej, politycznej i społecznej” historycznych ziem uznawanych za etnicznie ukraińskie, w pierwszej kolejności Kubania (Przedkaukazia) – a nie Polski.

Gdybyśmy się sprzeciwiali postulatowi, żeby Ukraińcy mówili Peremyśl czy Chołm, to gwoli uczciwości musielibyśmy mówić Lwiw, Żytomyr czy London. A to przecież absurd.

Łukasz Adamski, dyrektor Centrum Dialogu im. J. Mieroszewskiego

Łukasz Adamski w rozmowie z PAP podkreślił, że inicjatywa dotyczy wewnętrznych norm języka ukraińskiego i nie ma nic wspólnego z imperializmem. – W tym przypadku chodzi o to, żeby częściej w języku ukraińskim na Ukrainie używać tradycyjnych ukraińskich nazw miast, takich jak Chełm, Przemyśl czy Rzeszów, żeby Ukraińcy w aktach prawnych mogli robić dokładnie to samo, co my, kiedy mówimy lub piszemy np. Mediolan, a nie Milano, Żytomierz a nie Żytomyr, Wilno, a nie Vilnius, Akwizgran, a nie Aachen – wyjaśnił.

Kontrowersyjny wątek „ziem etnicznych” i faktyczne działania Kijowa

Marcin Jędrysiak, ekspert ds. stosunków polsko-ukraińskich z Ośrodka Studiów Wschodnich, również nie widzi problemu w samej inicjatywie, ale zwraca uwagę na niefortunne sformułowanie użyte przez deputowanego Huzia. – We wpisie deputowanego Huzia większe kontrowersje budzi użycie określenia „ukraińskie ziemie etniczne na terenie Polski”, które w Polsce jest odbierane szczególnie negatywnie – zauważa analityk.

Warto jednak przypomnieć, że w styczniu 2024 r. prezydent Wołodymyr Zełenski wydał dekret zobowiązujący rząd do przygotowania planu zachowania tożsamości narodowej Ukraińców na historycznie zamieszkanych przez nich terenach Federacji Rosyjskiej, w tym na Kubaniu oraz w obwodach biełgorodzkim, briańskim, kurskim, woroneskim i rostowskim. Dokument dotyczy przeciwdziałania rusyfikacji i upamiętnienia historii tych społeczności – a nie Polski.

Jędrysiak dodaje też ciekawostkę językową: – Uważam, że proponowana dla Rzeszowa forma Rjasziw jest dużo lepsza od tego stosowanego przez Ukraińców obecnie, ze znakiem transliteracji jakby „ż”. To pokazuje, że dyskusja o nazwach ma też swój wymiar lingwistyczny, a nie tylko polityczny.

Dlaczego to ważne dla naszych czytelników?

Dla mieszkańców regionu, zwłaszcza tych, którzy mają kontakty z ukraińskimi sąsiadami lub śledzą politykę wschodnią, ta sprawa może wydawać się odległa. Jednak to, jak Ukraińcy nazywają polskie miasta, ma bezpośrednie przełożenie na codzienną komunikację – w dokumentach, na mapach, w mediach. Polska i Ukraina są ze sobą ściśle powiązane gospodarczo i społecznie, a poprawna terminologia buduje wzajemne zrozumienie.

Co więcej, dyskusja o egzonimach (czyli nazwach obcych miejsc w lokalnym języku) to nie tylko akademicki spór. To także test na dojrzałość relacji polsko-ukraińskich, które w ostatnich latach przechodzą różne fazy – od euforii po napięcia, jak choćby w kwestii Wołynia. Umiejętność oddzielenia języka od polityki jest tu kluczowa.

Co dalej z inicjatywą?

Na razie inicjatywa Ihora Huzia pozostaje na etapie apelu – nie wiadomo, czy ukraiński rząd podejmie konkretne kroki. Eksperci są zgodni, że sama propozycja nie jest groźna, ale jej autor, znany z nacjonalistycznych poglądów, może chcieć wykorzystać ją do budowy swojego elektoratu. W Polsce jednak nie powinna być traktowana jako pretekst do zaostrzania retoryki.

Jak podkreśla Łukasz Adamski, „próba przedstawiania tej inicjatywy jako antypolskiej jest karkołomna”. Warto więc śledzić rozwój wydarzeń, ale bez emocji – i z pamięcią, że w języku polskim również funkcjonuje wiele spolszczonych nazw obcych miast, które nikomu nie przeszkadzają.

Informacje przekazał PAP, a analizy przygotowali eksperci Centrum Dialogu im. J. Mieroszewskiego oraz Ośrodka Studiów Wschodnich.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację - napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.
MW

Marek Wyrzykowski

Redaktor naczelny 24 Rzeszów; łączy reporterską dociekliwość z rzetelną analizą spraw miasta.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!