Sto kilometrów dla ryb zamiast jednego. Przełom na rzece Bukowej
Prawie 800 tysięcy złotych i 120 dni – tyle potrzeba, by na Podkarpaciu dokonać prawdziwej rewolucji dla podwodnego świata. Na rzece Bukowej, w jej dolnym biegu, ruszył remont czterech kamiennych barier, które od dziesięcioleci blokowały rybom drogę w górę nurtu. Efekt? Zamiast ledwie jednego kilometra dostępnego dotąd szlaku, zwierzęta zyskają blisko sto kilometrów naturalnych tarlisk i żerowisk.
Ryby zyskały głos – Wody Polskie słuchają
Inwestycja to efekt nietypowego sojuszu. Przedstawiciel Fundacji Wolne Rzeki, Piotr, zgłosił się do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie z gotowym pomysłem. Wbrew częstym opiniom o opornej administracji, jego głos został wysłuchany. Fabian Zięba, dyrektor zarządu zlewni Wód Polskich w Stalowej Woli, postanowił przełożyć petycje na realny projekt modernizacyjny. – To dowód, że potrafimy współpracować z organizacjami pozarządowymi, jeśli cel jest wspólny – mówią urzędnicy.
Dotychczas ryby wpływające z Sanu mogły przepłynąć zaledwie kilometr w górę Bukowej. Dalej napotykały nie do pokonania progi i kamienne rampy, które powstały w latach 50. i 60. XX wieku. Ich celem była redukcja spadku rzeki i ograniczenie erozji – o migracji ryb nikt wtedy nie myślał. Dziś te same bariery stały się śmiertelną pułapką dla ichtiofauny.
Jak przebudować bariery, nie szkodząc rzece?
Prace, które rozpoczęły się w połowie lipca 2026 roku, nie polegają na wyburzaniu starych konstrukcji. Eksperci postawili na subtelniejszą metodę: zmniejszenie nachylenia każdego stopnia do około 5% oraz zasypanie rozległych kotłów eworsyjnych drobnym materiałem rzecznym. Dno zostanie umocnione, a szlak migracyjny otwarty – wszystko bez zmiany poziomu piętrzenia wód. – Kluczowe było zachowanie bezpieczeństwa przeciwpowodziowego – podkreślają przedstawiciele Wód Polskich. Mieszkańcy okolicznej Chłopskiej Woli mogą być spokojni: przestarzała infrastruktura zostanie wzmocniona, a nie osłabiona.
Kosztorys inwestycji wynosi 799 999,99 zł brutto – około 200 tysięcy złotych na jeden obiekt. Krzysztof Gwizdak z Wód Polskich tłumaczy, że to stawki rynkowe, wyłonione w otwartym przetargu, do którego wpłynęły trzy porównywalne oferty. – Kwota obejmuje nie tylko materiał skalny czy żwir, ale przede wszystkim koszty robocizny i pracy ciężkiego sprzętu – mówi. – Wartość tych robót wcale nie odstaje od innych, jakie realizujemy na terenie całego regionu wodnego.
Głosy z sieci: zachwyt, sceptycyzm i odpowiedzi ekspertów
W mediach społecznościowych pod informacją o remoncie zawrzało. Jeden z internautów napisał, że „piekło zamarzło”, sugerując, iż Wody Polskie wreszcie zaczęły dbać o przyrodę. Inny, użytkownik golfio1, cieszył się ze współpracy z państwową jednostką, marząc, by każda rzeka miała takiego gospodarza. Z kolei proosee podsumował: „wreszcie dobrze wydane publiczne pieniądze”.
Pojawiły się jednak głosy sceptyczne. Pewien internauta zapytał wprost: „800k zł za wsypanie pary wywrotek żwiru do rzeki? Czy coś mi umyka?”. Krzysztof Gwizdak odpowiedział merytorycznie, przypominając, że to kwota za przebudowę czterech stopni, a nie za pojedyncze zasypanie. Jeszcze więcej kontrowersji wzbudziły metody pracy. Stary wędkarz pisał: „A czemu przy tym usuwaniu kamieni są aż tak duże zniszczenia poboczne? Takie kamienie to ręcznie żeśmy usuwali. (…) A tutaj wycinka drzew, plantowanie brzegu, palowanie koryta, zamulenie wody. Naprawdę, aż tak mocno trzeba w naturę ingerować?”
Ekspert Wód Polskich rozwiał wątpliwości. – Modernizowane stopnie zbudowane są z głazów o średnicy od pół do niemal metra, ważących setki kilogramów. Ręczne usuwanie ich z nurtu rzeki byłoby skrajnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne – wyjaśnia. I dodaje: – Po to mamy chyba sprzęt i żyjemy w którymś tam wieku, żeby po prostu sprawnie, szybko i bezpiecznie móc wykonywać te prace.
Co do wycinki drzew – była nieunikniona na minimalnym obszarze, by umożliwić dostęp koparkom, które pracują z brzegu, by nie zagrażać rybom. W zamian za usunięte rośliny zaplanowano nasadzenia kompensacyjne w identycznej liczbie.
– Zmiana kilometrowego odcinka w sto kilometrów otwartych dróg to prawdziwa rewolucja dla ichtiofauny – podsumowuje Krzysztof Gwizdak. Ryby zamiast izolowanych przestrzeni otrzymają rozległe terytoria, co poprawi warunki ich bytowania i rozmnażania. Po zakończeniu robót zaplanowano specjalistyczne odłowy monitoringowe, które mają potwierdzić powrót życia do wyższych partii Bukowej.
Źródło: Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!