Piątek, 19 czerwca 2026
Imieniny: Gerwazy, Protazy, Sylwia

Referendalna fala dociera do Rzeszowa. Aktywiści z 4 miast porównali zarzuty wobec włodarzy

Rzeszowski Rynek w poniedziałek 15 czerwca 2026 r. stał się miejscem nietypowego spotkania: lokalni inicjatorzy referendum zaprosili aktywistów i samorządowców z Wrocławia, Łodzi oraz Krakowa, by publicznie zestawić doświadczenia z próbami odwoływania prezydentów dużych miast. W przekazie organizatorów powracał jeden motyw - choć miasta są różne, katalog zarzutów wobec ich włodarzy układa się w powtarzalny schemat, z jednym istotnym wyjątkiem dotyczącym Wrocławia.

Konferencję na rzeszowskim Rynku zorganizowało Stowarzyszenie Razem dla Rzeszowa. W praktyce był to kolejny etap kampanii, która ma włączyć stolicę Podkarpacia do grona miast, gdzie referendalne procedury już wystartowały albo zakończyły się rozstrzygnięciem. Organizatorzy nie ukrywali, że chcą pokazać „mapę referendalną” i umieścić na niej Rzeszów obok trzech innych dużych ośrodków.

Rzeszów: wniosek już jest, a obok niego… drugi

W samym Rzeszowie sprawa nabrała tempa w maju, gdy do Rady Miasta trafił wniosek klubu Razem dla Rzeszowa o przeprowadzenie referendum za odwołaniem aktualnego prezydenta. Dokument poparło 9 radnych; w 25-osobowej radzie oznacza to spełnienie ustawowego progu - wymagane minimum to 7 podpisów.

Na tej samej sesji doszło jednak do zwrotu: Krystyna Wróblewska, szefowa klubu PiS, ogłosiła, że jej ugrupowanie składa własny, niezależny wniosek. To zaskoczyło część obserwatorów, bo wcześniej radni PiS deklarowali gotowość podpisania dokumentu przedstawionego przez Razem dla Rzeszowa.

„Ustrój samorządowy na krawędzi” - spór nie tylko o nazwiska

Spotkanie na Rynku otworzyła Elżbieta Niedzielska z Razem dla Rzeszowa, a część wprowadzającą poprowadził Jacek Strojny. Swoje wystąpienie oparł nie na bieżącej polityce, lecz na diagnozie ustrojowej. Według niego źródła obecnych konfliktów w samorządach tkwią w niedokończonej reformie z 2002 r., kiedy wprowadzono bezpośredni wybór wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, nie wzmacniając jednocześnie pozycji rad.

Strojny przypomniał, że przed skutkami takiego modelu ostrzegali twórcy polskiego samorządu: profesorowie Kulesza, Regulski i Stępień. W jego ujęciu konsekwencją jest stała nierównowaga między organem wykonawczym a stanowiącym, a kiedy współpraca się załamuje, referendum staje się narzędziem „ostatniej instancji”, dzięki któremu mieszkańcy mogą odzyskiwać wpływ na kierunek rządzenia miastem.

Wrocław: podobne mechanizmy, inny ciężar sprawy

Jako pierwszy gość spoza Rzeszowa wystąpił Piotr Uhle z SOS Wrocław, radny Rady Miejskiej Wrocławia. To on najsilniej budował wspólną oś spotkania: że rozmowy o czterech miastach brzmią zaskakująco podobnie - od relacji rady z urzędem, po kwestie planowania przestrzennego i finansów w spółkach komunalnych.

Łączy nas więcej niż tylko autostrada A4

Piotr Uhle, SOS Wrocław, radny Rady Miejskiej Wrocławia

Uhle wskazywał na powtarzające się problemy: radnych zależnych od urzędu, miejscowe plany przygotowywane w interesie deweloperów zamiast mieszkańców, „dziwną inżynierię finansową” w spółkach miejskich oraz zjawisko wymieniania się funkcjami pomiędzy samorządowcami.

Jednocześnie Wrocław wyróżnia kontekst prawny dotyczący jego prezydenta. Jacek Sutryk został w listopadzie 2024 r. zatrzymany i usłyszał cztery zarzuty: jeden korupcyjny oraz trzy związane z oszustwem w sprawie dotyczącej afery Collegium Humanum. Według Prokuratury Krajowej miał z miejskiej kasy zapłacić za świadectwo studiów MBA bez ich odbycia, a następnie posługiwać się nim, by zasiadać w radach nadzorczych spółek. Prezydent nie przyznał się do winy i nie zrezygnował z funkcji, argumentując, że gdyby zarzuty wiązały się z pełnieniem urzędu, prokurator mógłby zakazać mu jego sprawowania - a takiej decyzji nie było.

Łódź: „arogancja władzy” jako wspólny mianownik

Janusz Wdzięczak z ruchu Energia Łodzi, były kandydat na prezydenta miasta, sprowadził wspólne doświadczenie do jednego hasła: sprzeciwu wobec sposobu sprawowania władzy, który - jak mówił - jest odbierany jako lekceważący mieszkańców. Wdzięczak przypomniał również, że w łódzkim magistracie toczy się kilka postępowań prokuratorskich, a w dyskusji przywołał ubiegłoroczne referendum w Zabrzu, po którym pojawiało się hasło: „dziś Zabrze, jutro Kraków, pojutrze może Wrocław, może Rzeszów”.

Tym, co nas łączy, jest niechęć do arogancji władzy

Janusz Wdzięczak, Energia Łodzi

Krytycy władz Łodzi podnoszą wiele wątków naraz, od decyzji przestrzennych po kwestie finansowe i komunikacyjne. Wśród zarzutów wobec Hanny Zdanowskiej przewijają się m.in.: komercyjny park w Ogrodzie Botanicznym (określany przez przeciwników jako „miejska dżungla”), zły stan dróg, zadłużenie, brak spójnej polityki budownictwa miejskiego oraz rosnące ceny mieszkań deweloperskich.

Osobną osią sporu jest polityka informacyjna miasta, krytykowana jako propaganda lokalnej PO/KO, budowana m.in. przez finansowaną z budżetu gazetkę oraz zatrudnianie w magistracie byłych dziennikarzy mediów, które czynnie wspierały KO w wyborach. W tym kontekście padają także oskarżenia o silne upolitycznienie urzędu i utrudniony dialog z mieszkańcami.

Kraków: świeży przykład referendum, które zakończyło się odwołaniem

Najbardziej wyczekiwanym głosem konferencji była relacja z Krakowa. Eliza Dydyńska-Czesak, radna Krakowa ze stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, mówiła z perspektywy środowiska, które doprowadziło proces do końca. Miesiąc temu krakowianie odwołali w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego - po zaledwie dwóch latach jego urzędowania.

Jak przekazała, pod listami poparcia zebrano około 134 tys. podpisów - więcej, niż sam Miszalski uzyskał głosów w wyborach. W samym referendum frekwencja przełożyła się na 171 tys. osób, które poszły do urn. Podpisy zbierano zimą, przy minus 20 stopniach, osiągając tempo około 50 podpisów na godzinę.

Nie mam legitymacji, żeby mówić mieszkańcom Rzeszowa, co mają robić. Ale samo uruchomienie procesu już działa

Eliza Dydyńska-Czesak, Kraków dla Mieszkańców, radna Krakowa

Dydyńska-Czesak opisywała też trudności po drodze: próby przypisywania komitetowi związków ze skrajną prawicą oraz - jak wskazywała, powołując się na raport KRRiT - niemal całkowity brak tematu referendum w mediach publicznych. Zwróciła uwagę, że presja społeczna uruchomiona samym startem procedury potrafi skłaniać prezydenta do wycofywania niektórych decyzji, gdy rośnie ryzyko przegranej w referendum.

W Krakowie katalog zarzutów wobec byłego prezydenta obejmował m.in. zbyt restrykcyjną Strefę Czystego Transportu i forsowanie zmian transportowych bez konsultacji, obsadzanie stanowisk w spółkach miejskich w sposób uznawany za kolesiowski, zadłużenie i ryzykowną politykę finansową, niezrealizowane obietnice wyborcze, jednostronną komunikację wizerunkową magistratu oraz zarzuty arogancji i ograniczonego dialogu z mieszkańcami.

Rzeszów w lustrze innych miast: „te same zachowania”

W podsumowaniu Jacek Strojny próbował przenieść krakowski schemat na rzeszowskie realia. Jako przykład decyzji cofniętej pod presją wskazywał majowe wstrzymanie kontrowersyjnej zamiany działek w trakcie sesji. W jego ocenie podobny przebieg mogą mieć dalsze miesiące: od akcji zniechęcających do składania podpisów po próby uderzania w wiarygodność osób zaangażowanych w inicjatywę referendalną.

Wątek emocji i personalnych napięć pojawił się tylko w tle, gdy Strojny deklarował, że nie chce przerzucać się „osobistymi przytykami”. To nawiązanie do reakcji Konrada Fijołka, który źródeł wniosku upatrywał w „ego Jacka Strojnego” i chęci odwetu za przegrane wybory.

Siedem zarzutów z majowego wniosku: liczby i decyzje pod lupą

Podczas konferencji wielokrotnie wracano do listy zarzutów sformułowanych w Rzeszowie. W majowym wniosku wskazano tzw. siedem „grzechów głównych” przypisywanych rzeszowskiemu prezydentowi:

  • katastrofalną kondycję finansową i spadek planowanej nadwyżki operacyjnej z 1,5 mld do 200 mln zł,
  • nietransparentne zamiany działek z deweloperem,
  • utajnienie Planu Ogólnego i masowe wydawanie decyzji WZ,
  • chaos oraz niedoszacowanie inwestycji (koszt Aquaparku miał wzrosnąć z 260 do 500 mln zł),
  • stagnację inwestycyjną połączoną z podwyżką pensji prezydenta,
  • rozrost biurokracji i „Bizancjum” w ratuszu, w tym powołanie czwartego wiceprezydenta według „algorytmu” opartego na zużyciu wody,
  • brak rozliczeń zagranicznych delegacji.

Co łączy Rzeszów, Kraków, Łódź i Wrocław?

Zestawienie wątków z czterech miast pokazało, dlaczego organizatorom zależało na takiej konfiguracji gości: wiele zarzutów powtarza się w różnych miejscach kraju, nawet jeśli lokalne spory mają odmienne tło. Z rozmów i wystąpień wyłaniały się trzy grupy problemów, które wracały najczęściej:

  • finanse na zakręcie - zadłużenie i napięcia budżetowe wskazywane w Rzeszowie, Krakowie i Łodzi; sam Strojny mówił, że „wszystkie nasze miasta mają problemy finansowe”, a o Krakowie wspominał jako o mieście w „zapaści finansowej”,
  • styl rządzenia oceniany jako arogancki - hasło pojawiające się w Rzeszowie, Krakowie i Łodzi, a przez Wdzięczaka postawione w centrum diagnozy,
  • deficyt konsultacji i spory o kierunek rozwoju - od zamiany działek w Rzeszowie, przez rozwiązania transportowe w Krakowie, po plany miejscowe „pisane pod deweloperów”, o których mówił przedstawiciel Wrocławia.

Spotkanie na Rynku nie przyniosło formalnych rozstrzygnięć - takie zapadają w procedurach rady i w ewentualnym głosowaniu mieszkańców. Było natomiast mocnym sygnałem, że rzeszowska inicjatywa chce działać w szerokiej koalicji doświadczeń, korzystając z przykładów miast, gdzie referenda albo są w toku, albo - jak w Krakowie - doprowadziły już do zmiany na stanowisku prezydenta.

Źródło: zobacz oryginał
Udostępnij:
MW

Marek Wyrzykowski

Redaktor naczelny 24 Rzeszów; łączy reporterską dociekliwość z rzetelną analizą spraw miasta.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!