Dwie topole poszły pod piłę. Mieszkanka oburzona, miasto mówi o zagrożeniu
Dwie potężne topole kanadyjskie, które przez dekady były nieodłącznym elementem krajobrazu rzeszowskich Olszynek, zostały wycięte. Decyzja wywołała oburzenie jednej z mieszkanek, która twierdzi, że miasto zbyt łatwo pozbywa się zieleni. Ratusz zapewnia jednak, że drzewa były w katastrofalnym stanie i stanowiły realne zagrożenie dla ludzi.
„Piękne, wielkie drzewa” poszły pod piłę
Mieszkanka Rzeszowa, która od lat spaceruje po Olszynkach, z niedowierzaniem patrzyła na wycinkę. W liście do naszej redakcji opisała szok, jaki przeżyła, widząc pnie dwóch okazałych topoli. – Niedawno przechodziłam obok i zszokowało mnie, że wycinają te piękne, wielkie drzewa, które stały tam odkąd pamiętam – napisała.
Kobieta zwróciła uwagę, że oprócz całkowitego usunięcia dwóch drzew, jedno zostało mocno przycięte. Na miejscu pozostały też ślady prowadzonych prac. Jej zdaniem żadne nowe nasadzenia nie zrekompensują straty od razu. – Zanim nowe drzewka wyrosną, miną lata. A te majestatyczne drzewa, które już tam były, znikły – dodała z żalem.
Zapewne deweloper będzie się tłumaczył, że usunął drzewa dla bezpieczeństwa samochodów, które będą tam parkować. I pewnie obiecał, że będą nowe zasadzenia, tylko zanim te nowe drzewka wyrosną, miną lata.
Mieszkanka Rzeszowa, czytelniczka
Urzędnicy: drzewa zagrażały życiu
Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa wyjaśnia, że wycinka została przeprowadzona na wniosek miasta, a nie dewelopera. Drzewa – topole kanadyjskie – były w bardzo złym stanie zdrowotnym, co potwierdziły ekspertyzy. – Te drzewa zagrażały bezpieczeństwu – podkreśla Gernand.
Eksperci stwierdzili liczne oznaki zamierania: uszkodzone korony, konary grożące upadkiem na parking i chodnik, a także obecność grzybów rozkładających drewno. – Topole są krótkowieczne i niestety ich stan był bardzo zły. Przy wichurach mogłoby dojść do tragedii – mówi przedstawiciel magistratu.
Jednym z kluczowych argumentów był wcześniejszy incydent. W październiku 2025 roku z jednego z drzew spadł konar, który poważnie uszkodził zaparkowany samochód. – Na szczęście nie było tam ludzi, dzięki temu uniknęliśmy tragedii – dodaje Gernand.
Z ciężkim sercem, ale trzeba je było usunąć, żeby do tego nie doszło.
Artur Gernand, Kancelaria Prezydenta Rzeszowa
Nowe drzewa zamiast starych – miasto tłumaczy zgniliznę
Miasto zapewnia, że wycinka nie oznacza końca zieleni w tym miejscu. W ramach decyzji wydanej przez Urząd Marszałkowski przewidziano nasadzenia zastępcze. Na Olszynkach pojawią się 4 platany klonolistne oraz 2 dęby szypułkowe. Ratusz przekonuje, że te gatunki będą lepiej dopasowane do lokalnych warunków i z czasem zastąpią usunięte okazy.
Gernand odniósł się także do zdjęć pni, na których widoczny był ciemniejszy fragment drewna. – To zgnilizna drewna – wyjaśnia. Jego zdaniem pozostawienie drzew w takim stanie groziło niebezpiecznym zdarzeniem, a podjęta decyzja była konieczna mimo sentymentów.
Dlaczego to ważne dla mieszkańców?
Sprawa wycinki na Olszynkach dotyka szerszego problemu – napięcia między potrzebą bezpieczeństwa a ochroną zieleni w mieście. Rzeszów, podobnie jak inne miasta, mierzy się ze starzejącymi się drzewostanami i ograniczoną przestrzenią. Mieszkanka w swoim liście zwróciła uwagę na brak społecznej debaty. – Bardzo dziwne, że nikt nie protestował. To niepokojące i źle świadczy o mieście i deweloperze – napisała. Tymczasem miasto podkreśla, że działało wyłącznie na podstawie ekspertyz i w trosce o życie mieszkańców.
Co dalej?
Nowe nasadzenia mają zostać zrealizowane jeszcze w tym roku. Miasto zapowiada, że będzie monitorować stan pozostałych drzew w okolicy. Sprawa pokazuje jednak, jak ważne jest prowadzenie otwartego dialogu z mieszkańcami i wyjaśnianie kontrowersyjnych decyzji, zanim trafi one pod piłę.
Informacje przekazał Urząd Miasta w Rzeszowie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!