Niedziela, 14 czerwca 2026
Imieniny: Bazyli, Eliza, Michał

Pułapka na łące w Skolinie: jastrząb pod ochroną nie przeżył, 57-latek z zarzutami

Na pozór zwykła łąka na Podkarpaciu stała się miejscem dramatycznej walki o życie - i jednocześnie dowodem w sprawie, która wkrótce trafi do sądu. W miejscowości Skolin (gmina Wielkie Oczy, pow. lubaczowski) w samozatrzaskującą się pułapkę kłusowniczą wpadł jastrząb zwyczajny, gatunek objęty ochroną. Ptak doznał tak ciężkich obrażeń, że mimo interwencji nie udało się go uratować.

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Lubaczowie. Zarzuty usłyszał 57-letni mieszkaniec regionu. Prokuratura wskazuje, że sprawa dotyczy zarówno przepisów o ochronie zwierząt, jak i ochronie przyrody, a skutki działań podejrzanego były tragiczne nie tylko dla drapieżnika, ale również dla gołębi użytych jako przynęta.

Jak działała pułapka i co ustalili śledczy

Z ustaleń wynika, że 21 listopada 2025 roku mężczyzna zastawił na łące w Skolinie stalowy potrzask - urządzenie określane jako pułapka kłusownicza, która zaciska się samoczynnie. Obok przygotował klatkę, w której umieścił dwa wcześniej schwytane, żywe gołębie. Jak podejrzany tłumaczył, jego celem miało być schwytanie jastrzębia, który - według niego - powodował straty w przydomowej hodowli drobiu.

Celem jego działania było schwytanie jastrzębia, który jak tłumaczył, czynił mu szkody w przydomowej hodowli drobiu

Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu

Prokuratura nie ma jednak wątpliwości co do tego, że pułapka została przygotowana świadomie, a jej konstrukcja i sposób użycia niosły ogromne ryzyko dla zwierząt. W sprawie mowa jest o brutalnym znęcaniu się, a kluczowe znaczenie ma fakt, że celem miał być ptak drapieżny pozostający pod ochroną gatunkową.

24 listopada: jastrząb wpadł we wnyki, obrażenia okazały się nie do odwrócenia

24 listopada, trzy dni po zastawieniu potrzasku, w pułapkę wpadł jastrząb zwyczajny. Skutki były drastyczne: rozległe obrażenia sprawiły, że szanse na uratowanie ptaka od początku były minimalne.

Sprawca złapał jastrzębia zwyczajnego pozostającego pod ochroną gatunkową, jednocześnie powodując u ptaka złamanie otwarte i oderwanie lewej nogi

Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu

Rannego ptaka zauważyła przypadkowa osoba, która natrafiła na łące na pułapkę oraz klatkę z gołębiami. Na miejsce wezwano policję. Zanim jednak funkcjonariusze dotarli na łąkę, podejrzany - jak ustalono - miał podjąć działania, które śledczy uznają za próbę zatarcia śladów.

Próba zacierania śladów i eutanazja w Przemyślu

Z relacji prokuratury wynika, że jeszcze tego samego dnia mężczyzna wypuścił ptaki, które wcześniej schwytał i przetrzymywał, a jednocześnie nie udzielił pomocy rannemu jastrzębiowi. Miał też zabrać elementy pułapki z miejsca zdarzenia.

Jeszcze tego samego dnia, podejrzany wypuścił schwytane i przetrzymywane przez siebie trzy ptaki, bez udzielenia pomocy rannemu jastrzębiowi, a wnyki zabrał ze sobą

Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu

Pomimo tych działań zwierzę udało się odnaleźć, a następnie przewieźć do lecznicy weterynaryjnej w Przemyślu. Lekarze podjęli leczenie, ale stan ptaka był krytyczny. Ostatecznie, ze względu na rozległe i nierokujące obrażenia, jastrząb został poddany eutanazji.

Co zabezpieczono na posesji i dlaczego sprawa jest poważna

W toku postępowania funkcjonariusze przeszukali posesję podejrzanego. Zabezpieczono:

  • metalową klatkę,
  • trzy metalowe wnyki służące do chwytania zwierząt,
  • materiały istotne dla dalszych czynności procesowych w sprawie.

Ważnym elementem śledztwa stała się także opinia biegłego z zakresu ochrony środowiska. Ekspert podkreślił, że wszystkie ptaki drapieżne występujące obecnie w Polsce objęte są ścisłą ochroną gatunkową, co ma zasadnicze znaczenie dla oceny prawnej czynu.

Sprawca chwytając we wnyki i powodując obrażenia ciała u jastrzębia zwyczajnego, skutkujące jego śmiercią, nie tylko znęcał się nad ptakiem, ale także spowodował według kryteriów przyrodniczych istotną szkodę w świecie zwierzęcym

Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu

Znęcał się nad ptakami poprzez zadawanie im bólu i cierpień oraz powodując zbędny stres

Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu

Zarzuty, przyznanie się i możliwe konsekwencje: nawet 10 milionów złotych

57-latek przyznał się do winy. Jak informuje prokuratura, postępowanie przygotowawcze jest na końcowym etapie, a akt oskarżenia ma w najbliższym czasie trafić do sądu.

Za zarzucane mu czyny grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Na tym jednak konsekwencje mogą się nie kończyć. Sąd ma możliwość orzeczenia nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w wysokości od 10 tysięcy do 10 milionów złotych.

Sprawa z gminy Wielkie Oczy pokazuje, że działania podejmowane pod hasłem „ochrony hodowli” mogą w praktyce prowadzić do poważnych naruszeń prawa, zwłaszcza gdy w grę wchodzą gatunki objęte ochroną i metody uznawane za kłusownicze. Teraz o odpowiedzialności 57-latka rozstrzygnie sąd.

Źródło: zobacz oryginał
Udostępnij:
MW

Marek Wyrzykowski

Redaktor naczelny 24 Rzeszów; łączy reporterską dociekliwość z rzetelną analizą spraw miasta.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!