Elektryczne auto z Mielca sprzed lat: Melex Electro City Car miał szansę wyprzedzić świat
Gdy dziś pada hasło „polski samochód elektryczny”, wielu przypomina sobie głośny, ale ostatecznie niedoszły projekt Izera. Tymczasem pół wieku temu na Podkarpaciu powstał pojazd, który mógł sprawić, że Polska nie doganiałaby trendów, tylko je dyktowała. W czerwcu 1973 r. branżowa prasa po raz pierwszy pokazała światu Melex Electro City Car – miejski prototyp elektryka zaprojektowany w Mielcu.
To był moment, w którym rodzima motoryzacja mogła skręcić w stronę elektromobilności na długo przed tym, zanim elektryczne modele na serio zaczęły pojawiać się na ulicach. Electro City Car nie był futurystyczną wizją na papierze – samochód zbudowano, zaprezentowano publicznie i wysłano na jedne z najważniejszych targów w Europie. Mimo zainteresowania, projekt zatrzymał się jednak na etapie prototypu.
Od wózków golfowych do ambitnego prototypu
Historia zaczyna się na początku lat 70., w nowo utworzonym wydziale fabryki samolotów WSK „PZL-Mielec”. Właśnie tam narodziła się marka Melex, która początkowo miała bardzo konkretny cel: budować trójkołowe wózki golfowe na eksport, przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych. Ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.
Pojazdy z Mielca zdobyły klientów jakością wykonania i nowoczesnym wyglądem. Za wzornictwo odpowiadał Janusz Zygadlewicz. Mieleckie konstrukcje miały na tyle mocną pozycję, że w walce o rynek w USA potrafiły wyprzedzać nawet producentów z Japonii. Produkcja szybko urosła do około 10 000 sztuk rocznie, a meleksy stały się jedną z rozpoznawalnych eksportowych wizytówek PRL – co w praktyce oznaczało dopływ dewiz, których kraj bardzo potrzebował.
Właśnie sukces wózków golfowych był paliwem dla kolejnego kroku. Skoro niewielkie elektryczne pojazdy działają w praktyce i dobrze się sprzedają, dlaczego nie spróbować zbudować pełnoprawnego auta miejskiego? Tak narodziła się koncepcja Melex Electro City Car.
Melex Electro City Car: premiera w 1973 r. i pokaz świata w Frankfurcie
Prototyp ukończono w drugim kwartale 1973 r. Niebawem pojazd trafił do publicznej prezentacji – m.in. w czerwcowym wydaniu miesięcznika „Motoryzacja” oraz na łamach „Motoru” i „Horyzontów Techniki”. W kraju wywołało to duże poruszenie: oto z Mielca wyjechał mały elektryk, zaprojektowany z myślą o codziennym poruszaniu się po mieście.
Jesienią 1973 r. Electro City Car pokazał się także poza Polską – reprezentował rodzimą myśl techniczną na prestiżowych targach motoryzacyjnych we Frankfurcie. To ważny szczegół, bo oznacza, że prototyp nie był tylko ciekawostką „na wewnętrzny użytek”. Próbowano nim zainteresować również zagraniczną publiczność.
W ocenie historyków motoryzacji była to konstrukcja, która zaskakuje także po latach.
City Car Melex był forpocztą elektromobilności, która dziś na naszych oczach staje się codziennością. Ważne jest również, że była to rodzima konstrukcja. Choć minęło już tyle lat, bryła i stylistyka tego auta nadal jest atrakcyjna
dr Bartosz Zakrzewski, historyk motoryzacji z Instytutu Transportu Samochodowego
Mały, sprytnie „spokrewniony” z Fiatem 126p i wystarczająco szybki na miasto
Electro City Car miał być praktyczny. Był krótszy niż późniejszy Fiat 126p, a mimo to zaprojektowano go tak, by dało się nim wygodnie realizować podstawowe potrzeby mieszkańców – dojazdy do pracy, zakupy, krótkie przejazdy po mieście.
- Wymiary i ładowność: długość wynosiła 2,61 m (ponad 40 cm mniej niż Fiat 126p). Na pokład mogły wejść dwie lub trzy osoby, a do tego przewidywano 100 kg bagażu.
- Sprytne wykorzystanie części: aby w razie decyzji o serii nie budować wszystkiego od zera, konstruktorzy sięgnęli po elementy z Polskiego Fiata 126p – m.in. przednie zawieszenie, układ kierowniczy, koła oraz elementy oświetlenia. To pozwalało oprzeć się na istniejącym łańcuchu dostaw.
- Osiągi: silnik elektryczny 36 V o mocy 3 kW dawał prędkość maksymalną 60 km/h i zasięg około 70 km.
Z dzisiejszej perspektywy liczby mogą wydawać się skromne, ale w realiach miast początku lat 70. parametry były projektowane pod bardzo konkretne zastosowanie. To miało być auto typowo miejskie, nie „połykacz tras”.
Dlaczego rewolucja nie wyjechała na ulice?
Gdyby Electro City Car trafił do masowej produkcji, Polska mogłaby wyprzedzić największych producentów o ponad dwie dekady – seryjne, nowoczesne elektryki na szeroką skalę zaczęły pojawiać się dopiero na przełomie XX i XXI wieku. W Mielcu zabrakło jednak warunków, by prototyp stał się rynkowym produktem.
Najtwardszym ograniczeniem była technologia akumulatorów. W projekcie uczestniczyła niemiecka firma Varta, która dostarczyła klasyczne baterie ołowiowe. Były ciężkie i mało „pojemne” energetycznie jak na potrzeby auta. W praktyce przekładało się to na masę: cały pojazd przez akumulatory ważył 600 kg. Ówczesne publikacje – m.in. tygodnik „Motor” – zwracały uwagę, że elektryczny samochód na masową skalę ma sens dopiero wtedy, gdy pojawią się wydajniejsze ogniwa.
Do tego dochodziły realia organizacyjne i gospodarcze PRL. Władze nie widziały potrzeby budowania infrastruktury ładowania, bez której nawet najlepiej zapowiadające się rozwiązanie ma ograniczony zasięg. A WSK „PZL-Mielec” miał w tym czasie pełne ręce roboty: zakład był zasypany zamówieniami na wózki golfowe, które przynosiły realny zarobek – i to w dolarach. Priorytety były jasne: produkować to, co daje pewny eksport, zamiast ryzykować kosztowną produkcję seryjną nowego auta.
Melex przetrwał, a elektryczne pojazdy z Podkarpacia pojechały w świat
Choć miejski samochód z 1973 r. pozostał jedynie prototypem, sama marka Melex nie zniknęła. Przeszła przez transformację ustrojową, kolejne zmiany własnościowe i nadal rozwija produkcję pojazdów elektrycznych.
W 1993 r., po restrukturyzacji WSK, powstała samodzielna Wytwórnia Pojazdów Melex. Później firma zmieniała właścicieli: od małżeństwa Tyszkiewiczów, przez duńską Garię, aż po amerykański Club Car. Dziś mielecka fabryka oferuje ponad sto wariantów pojazdów – pasażerskich, bagażowych i specjalnych, w tym ambulansów oraz wózków wykorzystywanych na lotniskach i cmentarzach.
Najważniejsze jest jednak to, że elektryczne pojazdy z Podkarpacia od ponad pięćdziesięciu lat pracują w ponad trzydziestu krajach świata – od Europy po Australię i Chile. A gdzieś u źródeł tej historii stoi niepozorny prototyp z 1973 r., przypominający, że polska myśl techniczna potrafiła wyprzedzać swój czas.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!