W Sędziszowie Małopolskim znów doszło do zderzenia dostawczaka z wiaduktem przy ul. Kolbuszowskiej
Pod wiaduktem kolejowym przy ul. Kolbuszowskiej w Sędziszowie Małopolskim znów doszło do zdarzenia, które skończyło się dla dostawczaka utratą części nadwozia. Do incydentu doszło 30 czerwca 2026 r. przed południem, a policja analizuje monitoring, by ustalić, kto prowadził pojazd.
Kolejny kierowca zlekceważył ograniczenie wysokości
Według ustaleń kierujący samochodem dostawczym wjechał na ulicę Kolbuszowską i nie zastosował się do oznakowania pionowego ustawionego przed przejazdem. Limit wysokości w tym miejscu wynosi 2,5 metra, a mimo to pojazd pojechał dalej pod wiadukt z dużą siłą.
Skutki były natychmiastowe. Uderzenie okazało się na tyle mocne, że zerwany został fragment poszycia przestrzeni ładunkowej. Co zaskakujące, auto nie zatrzymało się od razu po kolizji i kontynuowało jazdę już z uszkodzonym albo otwartym nadwoziem.
Policja sprawdza monitoring, wiadukt pozostał nienaruszony
Funkcjonariusze zakładają, że kierowca mógł znajdować się w szoku albo nie zauważył momentu uszkodzenia pojazdu z powodu hałasu towarzyszącego zderzeniu. Zabezpieczony monitoring ma pomóc w ustaleniu jego tożsamości.
Sam wiadukt, mimo kolejnego uderzenia, nie odniósł poważnych uszkodzeń. To już następny przypadek, w którym konstrukcja okazała się odporniejsza niż pojazd, który próbował się pod nią przecisnąć.
To miejsce ma już swoją niechlubną historię
Wiadukt przy ul. Kolbuszowskiej w Sędziszowie Małopolskim nie po raz pierwszy trafia na lokalne nagłówki. Zgromadzone zdjęcia i policyjne zapisy pokazują, że kierowcy regularnie mylą się co do przejazdu i ignorują jasne ostrzeżenia ustawione przed wjazdem.
W listopad 2024 r. 50-letni mieszkaniec powiatu świebodzińskiego, jadąc dostawczym Renault, nie zastosował się do zakazu wjazdu dla pojazdów wyższych niż 2,5 metra. Najpierw uderzył w bariery wysokościowe, a potem w sam wiadukt. Zakończyło się to mandatem i uszkodzonym przodem auta.
W marzec 2024 r. doszło z kolei do groźnie wyglądającej sytuacji z udziałem ciężarowego MAN-a, który zaklinował się pod przejazdem. Chwilę później w unieruchomiony pojazd wjechał osobowy Citroen Berlingo z przyczepką. Także wtedy obyło się bez poważnych obrażeń, choć straty materialne były już bardzo realne.
Znaki są, ale nie wszyscy chcą je widzieć
Przed przejazdem zamontowano kilka rodzajów ostrzeżeń: okrągłe znaki zakazu B-16, żółto-czarne zabezpieczenia skrajni oraz specjalne bramownice ostrzegawcze. Mimo to kolejne zdarzenia pokazują, że część kierowców wciąż jedzie „na pamięć” albo bezrefleksyjnie ufa podpowiedziom GPS, które nie zawsze uwzględniają ograniczenia dla wyższych pojazdów.
- ograniczenie wysokości wynosi 2,5 metra,
- na miejscu są widoczne zabezpieczenia i znaki ostrzegawcze,
- dotychczasowe zdarzenia kończyły się głównie stratami materialnymi,
- policja tym razem analizuje monitoring,
- w zdarzeniach z 30 czerwca 2026 r., listopad 2024 r. i marzec 2024 r. nikt nie odniósł poważnych obrażeń.
Sprawa ma znaczenie dla lokalnej społeczności, bo każdy taki incydent oznacza ryzyko dla kierowców, utrudnienia w ruchu i kolejne koszty związane z uszkodzeniami pojazdów. To także przypomnienie, że nawet dobrze oznakowane miejsce może stać się pułapką, jeśli ktoś zignoruje podstawowe zasady bezpieczeństwa.
Co dalej po kolejnym uderzeniu
Na razie najważniejsze jest ustalenie, kto prowadził samochód dostawczy w chwili zdarzenia 30 czerwca 2026 r. Policja liczy na materiał z monitoringu. Jeśli uda się szybko potwierdzić przebieg incydentu, sprawa dołączy do długiej listy podobnych kolizji pod sędziszowskim wiaduktem.
Jedno pozostaje niezmienne: kolejne auto znów przegrało z wiaduktem przy ul. Kolbuszowskiej, a miejsce to po raz kolejny udowodniło, że nie wybacza błędów kierowców.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!